sobota, 23 listopada 2013

Porter Kwidzynski

       Jakiś czas temu nastąpiło butelkowanie mojego trzeciego piwa. Jest to zapewne ostatni raz, kiedy robiłem coś z przerobionych ekstraktów słodowych; teraz, ponieważ mam już cały niezbędny sprzęt, będę warzył w pełnym procesie. Produktem mojego trzeciego podejścia jest Porter o zawartości alkoholu ok. 6% oraz 15% ekstraktu.
        Nie ma się tu co rozpisywać, ponieważ oprócz użycia dwóch rodzajów ekstraktu (brytyjski i polski) dodałem tylko kawy. Chmielu nie dodawałem, gdyż znajdował się on już w surowcu. Zasadniczo to można się spodziewać czegoś zupełnie innego względem tego, co prezentował sobą Robaczek (bardzo mocne słody palone i karmelowe w smaku). Tutaj pierwsze skrzypce powinien grać chmiel, ale ponieważ premiera dopiero w najbliższą środę, pozostaje nam parę dni niepewności co do jego charakteru. Tymczasem leżakuje kolejne piwo pszeniczne, za miesiąc powinno być już dobre, wtedy też przybliżę nie tylko jego charakterystykę, ale zapewne też omówię odmienny niż dotychczas proces produkcji.


wtorek, 12 listopada 2013

Piwne rekordy Guinnessa

       Pewnie każdy wie, czym jest Księga Rekordów Guinnessa. Jest to zbiór mniej lub bardziej przydatnych umiejętności, które dany osobnik opanował lepiej niż ktokolwiek inny. Jak też część z was lubi irlandzkie trunki, można sobie skojarzyć nazwę tej księgi z popularnym piwem typu stout (i faktycznie, twórcą księgi był dyrektor generalny browaru Guinness, wpadł on na ten pomysł podczas polowania). Jak więc widać, losy dziwnych rekordów od początku wiążą się z chmielonym napojem. Co więcej, część z nich okazuje się z nim związana nawet nieco bardziej.

1. Najszybsze picie.
Tutaj niekwestionowanym zwycięzcą jest od dłuższego czasu Steven Petrosino z Pensylwanii. Zdołał on w 1977 roku wypić litr piwa w czasie równym zaledwie 1,3 sekundy, tym samym bijąc o całą sekundę poprzedni rekord należący do Brytyjczyka Petera Dowdeswella. Tu macie filmik, jak ten skubaniec wchłania 0,33 w 0,18 sekundy:


2. Najszybsze otwarcie.
W tej kategorii brylują słowianie, a dokładniej Kronoslav Budiselic z Zagrzebia. W październiku 2009 roku zdołał on otworzyć dwa tysiące butelek w 28 minut i 11 sekund, czyli o 9 minut mniej niż jego poprzednik. Pytanie, kto to wszystko później wypił?

3. Najszybsze otwarcie wersja hardcore.
Azjaci bywają jednak dziwni. Pomijając nawet całą masę rzeczy krążących po internecie. W 2011 roku pewien hindus, K. C. Murali, postanowił otworzyć piwo zębami. W zasadzie to jednym zębem. W zasadzie to nie jedno a 64. W zasadzie robił to też na czas - zajęło mu to minutę. Musiał być facet nieźle zdesperowany.

4. Najwięcej szklanek.
W pewnej austriackiej piwnicy pewien pan, Rudolf Heindl, zbiera sobie od 1980 roku kufle i szklanki. Dotychczas udało mu się zebrać ich ponad 13.000 z 4.000 browarów z całego świata. W celu rozbudowania zainteresowań musiał jednak rozbudować mieszkanie.



5. Najmocniejsze.
To, co tygryski lubią najbardziej, czyli małe conieco. W tym wypadku browary ostro ze sobą rywalizują i  miejsca na podium zmieniają się jak w kalejdoskopie. Obecnie triumfuje szkocki Snake Venom z Brewmaister posiadający 67,5% alkoholu, kosztujący ok. 50 dolarów za małą butelkę. Poprzednio ci sami ludzie popełnili 65-procentowy Armageddon. Jeszcze wcześniej rywalizowały browary BrewDog, Koelship i Schorschbrau wydając m.in. Tactical Nuclear Pinguin, Aisbock, Sink the Bismack, End of History, Start the Future oraz Finis Coronat Opus. Pytanie tylko, czy to jeszcze oby na pewno są piwa?

niedziela, 27 października 2013

Browar Trojmiejski Lubrow

     
       Pierwszym z lokali, jakie omówię, będzie restauracyjny minibrowar położony w centrum Gdańska, przy ulicy Karmelickiej; wielu z Was może go znać z restauracji Barbados. Dosyć łatwo do niego trafić - bardzo blisko z Dworca Głównego. Oczywiście jedyną rzeczą, którą będziemy oceniać, jest piwo, mimo, że lokal ma do zaoferowania szeroką paletę zarówno innych alkoholi, jak i dań oraz przystawek.
       Lubrow ma do zaoferowania 5 rodzajów piw, z czego jedna pozycja jest zmienna (w tym miesiącu Czerwony Październik, poprzednio było bodajże Dominikańskie). Istnieje możliwość zamówienia tzw. Deski Piw, czyli wszystkich typów w mniejszych kufelkach, więc można spróbować wszystkich za jednym zamachem. Tak też zrobiłem i ja, a teraz pozwolę sobie na krótką ich charakterystykę.



SKM (Pils) - bardzo goryczkowy lager, co nie wszystkim przypadnie do gustu, w smaku wyczuwalna delikatna słodowość; kolor słomkowy, przejrzysty. Trochę odbiega od lagerów do których przyzwyczajają nas koncerny.

Trójmiejskie Piwniczne (Kellerbier) - ładna, bursztynowa barwa, od początku mocno czuć słody jęczmienne, w połowie zaczyna być bardziej cierpkie w smaku, z początku bowiem jest gazowane i orzeźwiające. Wg. samych producentów jest to ponoć jedyny przedstawiciel gatunku wytwarzany w polskim browarze. 

Karmelickie (Ciemne) - o ile poprzednie były dobre, to te jest już wyśmienite. Spodoba się szczególnie tym, którzy lubią aromaty kawowe, wyraźnie czuć użycie słodów palonych i karmelowych, piwo jest bardzo wytrawne. Zasadniczo piw ciemnych nie chmieli się zbyt bardzo, ale tu od początku do końca chmiel w ogóle bardzo ciężko jest wyczuć, a szkoda.

Zachmielacz Trójmiejski (India Pale Ale) - gatunek niezbyt rozpowszechniony w Polsce, dopiero ostatnio, jakby tylnym wejściem, dociera do coraz szerszego grona odbiorców. Tu czuć z kolei chmiel aromatyczny i to zapewne parę odmian. Najbardziej chyba przebija się aromat cytrusów (lżejszy od curacao), drożdże dały trochę goździków. Goryczka wchodzi na finiszu.

Czerwony Październik (Lager Wiedeński) - charakterystyczny smak spowodowany najwyraźniej chmielem aromatycznym, który na początku dominuje, a goryczka wchodzi dopiero od połowy. Poza tym lekka słodowość.

       Lokal jest wystrojony pod restaurację, w czwartki mają miejsce Biesiady Piwne (muzyka grana na żywo, liczne konkursy z nagrodami m.in. kto szybciej wypije litr piwa). Można podziwiać instalację warzelniczą, która częściowo znajduje się zaraz przy stolikach. Przed wejściem obowiązkowy ogródek. Obsługa, jak przystało na restaurację, miła i pomocna. Więcej przydatnych informacji można znaleźć tutaj.

wtorek, 15 października 2013

Bieszczadzkie Niepasteryzowane

 Dzisiaj rozpoczynamy serię o pięknie brzmiącej nazwie CoCMTPBiTPNSPNMTDKwOSaJNDKP , czyli "Coś, o Czym Możecie Tylko Poczytać, Bo i Tak Pewnie Nie Spróbujecie, Ponieważ Nie Ma Tego Do Kupienia w Okolicznym Spożywczaku, a Jedynie Na Drugim Końcu Polski". Na pierwszy ogień idzie Bieszczadzkie Niepasteryzowane, na etykiecie można wyczytać, że jest to browar regionalny - i rzeczywiście jest dostępny tylko w sklepie monopolowym w Rzeszowie, na którego rzecz jest produkowany. W teorii więc, przy tak małej produkcji, powinien smakować w miarę przyzwoicie.
   
Kolor: bardzo ładny, bursztynowy, tylko lekko mniej klarowny, ale tego właśnie oczekiwałem. (5)
  
Piana: szybko się ulatnia, całkowicie znika już po 3 minutach. (1,75)

Zapach: dosyć wyraźny i obecny od początku, czuć słód jęczmienny. Nie gryzie w nos, więc należy uznać to za atut. Minus jest taki, że słabo czuć chmiel. (4)

Smak: mocno chmielone, moim zdaniem dla niektórych może być to trochę za mocno, bo na finiszu czuć dosyć ciężki gorzko-goryczkowy posmak. Krótka lekcja biologii: z uwagi na to, że termin przydatności upływa jutro, a piwko wędrowało tu trochę czasu po górskich bezdrożach, w grę wchodzi tzw. autoliza drożdży, czyli obumieranie ich komórek. Zasadniczo w każdym piwie są drożdże które kiedyś w końcu wykitują, dlatego po pewnym czasie część piw traci gwałtownie na smaku (oprócz tych bardzo mocno procentowych). Tu nie było tragicznie, gdyż przy dużej autolizie piwo byłoby widocznie bardziej mętne, w szczególności bez pasteryzacji. Z drugiej strony - widać, że autoliza zaczęła zachodzić, gdyż piana jest wyraźnie słaba. (3,25)

Nasycenie: dosyć średnie. (2,5)

Opakowanie: butelka 0,33, etykieta robiona domowym sposobem ze zwykłego, żółtego papieru, wygląda to dosyć klimatycznie. Niestety górny napis ("jasne pełne") jest słabo widoczny i trochę jakby był robiony w paincie, ale poza tym jest dobrze. (4)

Uwagi: brak.

Ogólna ocena: 3,45

       O ile w przypadku piw koncernowych taka ocena nie jest niczym niezwykłym, o tyle w przypadku minibrowarów nasze oczekiwania powinny być nieco wyższe. Zazwyczaj bowiem tacy producenci dbają o jakość wyrobów i nie lecą na jak największą ilość wytwarzanego trunku. Bieszczadzkie nie jest złe i można mieć nadzieję, że będzie lepsze, gdyż z moich informacji wynika, że jest warzone od niedawna.
       W następnym wpisie krótka recenzja z wizyty w Browarze Trójmiejskim Lubrow.

wtorek, 8 października 2013

Namyslow Pils


      Piwo z Namysłowa jest ostatnio bardzo popularne jako piwo regionalne za sprawą prowadzonej na dużą skalę kampanii reklamowej. Jest ono przedstawiane jako wyrób "dla tych, co się znają" a potencjalnych konsumentów ma zachęcać informacja, że fermentacja przebiega w otwartych kadziach (w odróżnieniu od dużych tanków). Czy jednak nie okaże się to znowu przeciętny, niczym typowy odcinek Pamiętników Z Wakacji, polski lager?


Kolor: jasny bursztyn, bardzo klarowne. (3,5)

Piana: tworzy małe pęcherzyki gęsto przylegając do ścianek, stopniowo opada, ale zatrzymuje się na pewnym poziomie. (4)

Zapach: prawie niewyczuwalny, lekko słodowy. Dosyć przyjemny, ale zbyt mało intensywny. (3,5)

Smak: ktoś tu chyba zapomniał o dodaniu wystarczającej ilości chmielu? Smak niestety rozczarowuje, gdyż z początku nie czuć nic ciekawego, przy końcu (tzw. finisz) czuć goryczkę, jednak też nie na tyle dużą jak przy innych lagerach. Plus za to, że mimo niewielkiego ekstraktu (12%) i w stosunku do tego dużego alkoholu (6%; optymalnie byłoby poniżej 5,5%) nie czuć alkoholowych posmaków. To nie zmienia faktu, iż produkt jest wyjątkowo bezpłciowy, dopiero pod koniec nabiera właściwego smaku (chociaż wtedy z drugiej strony nie ma już zbyt dużo gazu i piany, eh, konflikt tragiczny). (2,5)

Nasycenie: nie za małe, ale też mogłoby się utrzymywać dłużej. Dobrze gazuje tylko przez pierwsze parę minut, później zauważalnie maleje. (3)

Opakowanie: charakterystyczny kształt butelki (krótsza szyjka), wytłoczone "N" oraz bardziej nietypowa niż zwykle etykieta powoduje, że mnie się osobiście szata graficzna podoba. (4,5)

Uwagi: dostępne też w puszkach o pojemności jednej pinty; kupowane w Namysłowie.

Ogólna ocena: 3,3

       Zasadniczo, czterech liter to Namysłów mi nie urwał. W tym przedziale cenowym, z tego co ostatnio piłem, polubiłem bardziej Zamkowe z tego samego browaru, nie mówiąc już o Brackim z Cieszyna, które niedługo się tu powinno pojawić. Ciekawostka - Namysłów Pils wygrał w tym roku konkurs "Chmielaki" (który, nawiasem mówiąc, prezentuje poziom niższy niż depresja koło Elbląga). Przypadek? Nie sądzę.
    Dla tych z was, którzy lubią gry planszowe, mogę polecić Piwne Imperium. Projekt stosunkowo niedawno wystartował, ale zdążył już zgromadzić odpowiednie środki do tego, by być dzisiaj w finalnej fazie realizacji. Można uwarzyć podczas rozgrywki niektóre istniejące marki piw dzięki temu, iż producenci postanowili udostępnić swoje loga i receptury na potrzeby gry.
    W związku z tym, iż Robaczek już dojrzewa w piwnicy, możecie się spodziewać w najbliższym czasie konkursu, a do wygrania będzie oczywiście pewna ilość rzeczonego Portera.